Cześć, słuchajcie postanowiłam przetestować kolejną (moim zdaniem) bzdurę czyli widzianą ostatnio wielokrotnie "maseczkę" z białka jaja kurzego. I pewnie się narażę ale dla mnie to jedno wielkie NIE. Niczego nie usuwa, niczego nie oczyszcza. Przeczytałam na blogach, że pomaga w walce z trądzikiem, zaskórnikami i wygładza cerę. Sposób, który zastosowałam to nakładanie pędzelkiem białka na oczyszczoną skórę twarzy i przykładanie WARSTWY papieru toaletowego/ husteczki (papier składa się z dwóch lub więcej warst więc musisz go rozwarstwić) a następnie posmarowanie go znowu białkiem. W takiej maseczce chodziłam 15 minut. Wiem, że jest drugi sposób mówiący o ubiciu bialka i nałożeniu ubitego ale tego jeszcze bardziej sobie nie wyobrażam. Nie mogę wypowiedzieć się czy jakieś efekty byłyby po dłuższym i regularnym stosowaniu ale po jednym razie mam tylko zmarnowane jajko:) Jasne, dla zabawy czy testu zróbcie to, ale nie liczcie błagam na spektakularnie wygładzoną twarz i oczyszczone pory:) Takie są moje doświadczenia więc możecie sie z tym nie zgodzić i chętnie posłucham Waszych doświadczeń. Do następnego! Aha zamieszczam zdjęcie żeby nie było, że coś ściemniam. Moja mina świadczy o tym, że jest nieźle:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz