środa, 16 grudnia 2015

Może jakieś zmiany?



Nie wiem czy dzisiaj jest ten moment, w którym coś mi się w głowie naprawiło i kiedy (po raz kolejny) pomyślałam, że może czas wziąć się za swoje życie, ale tak właśnie się stało. Słowa męża w drodze do pracy kiedy dał mi słuchawki i myślał, że będę z nim oglądać filmik na telefonie „Ciebie to nic nie interesuje”, parę artykułów motywacyjno-organizacyjnych dotyczących planu dnia, miesiąca, życia… Chwila, jak to nic mnie nie interesuje?! A sport, któremu się oddaję, a rodzina, dom, Twoje cholerne obiady? No tak to chyba trochę za mało. Przeczytałam dziś, że kobieta musi być interesująca, zaradna, samowystarczalna. Kiedy mam na to znaleźć do jasnej ciasnej czas? Praca magisterska czeka już rok na napisanie, co ją zacznę, pomęczę, to odkładam a potem od nowa. Treningi to jedyna trwała sprawa, którą mogę się pochwalić ale już zrzucanie kilogramów idzie mi beznadziejnie. Co więc dalej? Czym możesz się pochwalić z tego roku, co osiągnęłaś, czego się nauczyłaś. No i co? Bo u mnie dalej nic. Praca ta sama, stanowisko, zarobki, waga, wygląd, ani języka nowego ani pracy magisterskiej...
O przepraszam jest! Jest jedna rzecz. Kurs paznokci pierwszego stopnia i hybrydowy tadam. Tylko czy nagle masz klientki? Zarabiasz na tym? Umiesz nagle robić to super najlepiej? No też nie. Hmm to dalej mamy niewiele. Tak więc za 15 dni nowy rok. Jakieś postanowienia, wnioski? Może nie masz wcale bo to głupie? Ale czy nie obudzisz się za rok tak jak dziś i dalej nic? Martwy punkt. Wiele pytań mało odpowiedzi. Smutno nie? No mi też. Ale jakby to wziąć i rozbić na mniejsze rzeczy i spróbować zrobić to myślisz, że się da? Jakby nie patrzeć to aż 15 dni do końca roku, tyle rzeczy można zrobić. Jak nie w całości to chociaż takich, które nas przybliżą. Jaki jest Twój cel? Może pamiętasz jeszcze co postanawiałaś 350 dni temu? Myślę, że po pierwsze nikt za nas tego nie zrobi. Po drugie czasu coraz mniej a my go marnujemy. Nie chcę kiedyś powiedzieć, że zmarnowałam swój czas, zmarnowałam życie. Moje postanowienie do końca roku, tak na razie tylko do końca roku, jest takie: napiszę tą cholerną pracę, a kolejne jest takie, że napiszę Wam raz w tygodniu jak mi idzie, czy się nie obijam i nie wymiguję i jak święta. Pewnie właśnie w okresie świąt zostanę o to zresztą zapytana, rodzina mojego męża uwielbia mnie o to pytać i każdy się dziwi, że jeszcze tego nie zrobiłam. „Jak można przecież to takie proste”. Jasne, proste, szczególnie jak się pracuje, gotuje, sprząta, pierze, prasuje, robi zakupy i nie siada nawet na chwilę. Napisz mi w komentarzu jakie jest Twoje postanowienie do końca roku. Co jeszcze musisz zrobić żeby go całkiem nie zmarnować? Albo przynajmniej dobre słowo, że we mnie wierzysz. Jak ojciec nie wierzył, jak mąż nie wierzy to Ty uwierz. Bo ja w Ciebie takJ   

poniedziałek, 30 listopada 2015

Cotton balls



Czy Wy też kochacie cotton balls? Jeśli tak mam dla Was świetną wiadomość. Już 7 grudnia w Biedronkach pojawią się one w ofercie. Nie czekajcie tylko biegnijcie po nasze ulubione kule ozdobne, bo cena jest bardzo konkurencyjna. Ściskam kk





Zdjęcia zaczerpnięte z https://www.google.de/search?q=cotton+balls&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjM6YiWv7jJAhVEaRQKHYR4CocQ_AUIBygB&biw=1211&bih=604#tbm=isch&q=cotton+balls+inspiracje

poniedziałek, 23 listopada 2015

Placuszki owsiane



Placuszki owsiane:
·        Płatki owsiane rozdrobnione w młynku do kawy ok. 1,5 szkl.  /nie trzeba rozdrabniać płatków ale warto wtedy dodać pół szkl. mąki dla lepszego zlepienia masy, u mnie mąka orkiszowa/
·        Jajko
·        Kubek jogurtu naturalnego
·        Ekstrakt śmietankowy bądź waniliowy (opcjonalnie)
·        Banan
Wszystkie składniki mieszamy ze sobą i smażymy podajemy polane miodem, z jabłkami i cynamonem.

Mój sposób na wyśmienitą kawę? Zaparzyć kawę rozpuszczalną w niewielkiej ilości wody, posłodzić słodzikiem. Mleko zagotować w garnuszku a pod koniec gotowania wrzucić koskę lub dwie białej czekolady. Gdy czekolada się rozpuści zalać kawę mlekiem.

Smaczności:)


wtorek, 17 listopada 2015

Spróbuj i przetestuj: maseczka z białka

Cześć, słuchajcie postanowiłam przetestować kolejną (moim zdaniem) bzdurę czyli widzianą ostatnio wielokrotnie "maseczkę" z białka jaja kurzego. I pewnie się narażę ale dla mnie to jedno wielkie NIE. Niczego nie usuwa, niczego nie oczyszcza. Przeczytałam na blogach, że pomaga w walce z trądzikiem, zaskórnikami i wygładza cerę. Sposób, który zastosowałam to nakładanie pędzelkiem białka na oczyszczoną skórę twarzy i przykładanie WARSTWY papieru toaletowego/ husteczki (papier składa się z dwóch lub więcej warst więc musisz go rozwarstwić) a następnie posmarowanie go znowu białkiem. W takiej maseczce chodziłam 15 minut. Wiem, że jest drugi sposób mówiący o ubiciu bialka i nałożeniu ubitego ale tego jeszcze bardziej sobie nie wyobrażam. Nie mogę wypowiedzieć się czy jakieś efekty byłyby po dłuższym i regularnym stosowaniu ale po jednym razie mam tylko zmarnowane jajko:) Jasne, dla zabawy czy testu zróbcie to, ale nie liczcie błagam na spektakularnie wygładzoną twarz i oczyszczone pory:) Takie są moje doświadczenia więc możecie sie z tym nie zgodzić i chętnie posłucham Waszych doświadczeń. Do następnego! Aha zamieszczam zdjęcie żeby nie było, że coś ściemniam. Moja mina świadczy o tym, że jest nieźle:)


Spróbuj i przetestuj: Ciasto czekoladowe z czerwonej fasoli

Cześć, dzisiaj wziełam na dywanik ciasto czekoladowe ale nie takie jak myślicie, że od razu ślinka cieknie tylko bez użycia mąki za to z fasoli czerwonej. Brzmi nieźle co?:) Ale uwierzcie mi wyszło. Też byłam w szoku. Tylko, że to by było na tyle. Przepis wzięty ze skutecznie.tv - polecam Wam bo Magda jest super, cudownie gotuje i ma fajnie skrojoną stronę. Korzystam z jej przepisów kilka razy w tygodn
iu (nie przesadzam). No ale wracając do ciasta to po pierwsze wyszło super wilgotne, mięciusie i pachnące, złapalam się za nie jak głupia no i tu zaczęły się schody. Do jego zrobienia użyłam jedną łyżkę miodu czyli jak dla mnie zdecydowanie za mało! Wiecie co mi najbardziej w nim przeszkadzało? Świadomość, że tam jest fasola! Dajcie je spróbować komuś kto nie wie z czego jest zrobione i obserwujcie reakcje i czy będzie chętnie pałaszował. U mnie ciasto stalo, stało i stało. Męczyła mnie świadomość, że je wyrzucę lub będę jadła na siłę. Nawet przez chwilę miałam pomysł żeby "obdarować" ludzi z pracy ale chyba by tego nie zrozumieli:D No to je zmiksowałam. Tak, to ciasto trochę ze mną przeszło:) Może nie chcecie o tym czytać a może właśnie komuś się to przyda, jak zrobi niedobre. No więc zmiksowałam je i oczywiście dosłodziłam. W osobnej misce zrobiłam drugie ciasto czyli ubite białko, żółtko, cukier i do tego przesiana mąka. Standard. Połączyłam obie masy. Ba! Nawet dodałam kosteczki czekolady:) Ciasto ponownie upiekłam i tym sposobem je uratowałam. Hip hip hurra ciasto zostało zjedzone:) Podsumowując, nie świrujcie z przepisami jeśli nie wiecie co wyjdzie albo szkoda Wam produktów. Ja tego ciasta więcej nie zrobię bo po prostu nie przepadam za fasolą a jak już chcecie wersji dietetycznej to mąka owsiana czy orkiszowa z powodzeniem zastąpią pszenną no i fasolę:) Czekam na Wasze komentarze, pytania i opinie. Do następnego! Papa


Link do przepisu: http://gotuj.skutecznie.tv/2015/07/czekoladowe-ciasto-z-fasoli-bez-tluszczu-bez-maki/