Nie wiem czy dzisiaj jest ten moment, w którym coś mi się w
głowie naprawiło i kiedy (po raz kolejny) pomyślałam, że może czas wziąć się za
swoje życie, ale tak właśnie się stało. Słowa męża w drodze do pracy kiedy dał
mi słuchawki i myślał, że będę z nim oglądać filmik na telefonie „Ciebie to nic
nie interesuje”, parę artykułów motywacyjno-organizacyjnych dotyczących planu
dnia, miesiąca, życia… Chwila, jak to nic mnie nie interesuje?! A sport,
któremu się oddaję, a rodzina, dom, Twoje cholerne obiady? No tak to chyba
trochę za mało. Przeczytałam dziś, że kobieta musi być interesująca, zaradna,
samowystarczalna. Kiedy mam na to znaleźć do jasnej ciasnej czas? Praca
magisterska czeka już rok na napisanie, co ją zacznę, pomęczę, to odkładam a
potem od nowa. Treningi to jedyna trwała sprawa, którą mogę się pochwalić ale
już zrzucanie kilogramów idzie mi beznadziejnie. Co więc dalej? Czym możesz się
pochwalić z tego roku, co osiągnęłaś, czego się nauczyłaś. No i co? Bo u mnie
dalej nic. Praca ta sama, stanowisko, zarobki, waga, wygląd, ani języka nowego
ani pracy magisterskiej...
O przepraszam jest! Jest jedna rzecz. Kurs paznokci
pierwszego stopnia i hybrydowy tadam. Tylko czy nagle masz klientki? Zarabiasz
na tym? Umiesz nagle robić to super najlepiej? No też nie. Hmm to dalej mamy
niewiele. Tak więc za 15 dni nowy rok. Jakieś postanowienia, wnioski? Może nie
masz wcale bo to głupie? Ale czy nie obudzisz się za rok tak jak dziś i dalej
nic? Martwy punkt. Wiele pytań mało odpowiedzi. Smutno nie? No mi też. Ale
jakby to wziąć i rozbić na mniejsze rzeczy i spróbować zrobić to myślisz, że
się da? Jakby nie patrzeć to aż 15 dni do końca roku, tyle rzeczy można zrobić.
Jak nie w całości to chociaż takich, które nas przybliżą. Jaki jest Twój cel?
Może pamiętasz jeszcze co postanawiałaś 350 dni temu? Myślę, że po pierwsze
nikt za nas tego nie zrobi. Po drugie czasu coraz mniej a my go marnujemy. Nie
chcę kiedyś powiedzieć, że zmarnowałam swój czas, zmarnowałam życie. Moje
postanowienie do końca roku, tak na razie tylko do końca roku, jest takie:
napiszę tą cholerną pracę, a kolejne jest takie, że napiszę Wam raz w tygodniu jak
mi idzie, czy się nie obijam i nie wymiguję i jak święta. Pewnie właśnie w
okresie świąt zostanę o to zresztą zapytana, rodzina mojego męża uwielbia mnie
o to pytać i każdy się dziwi, że jeszcze tego nie zrobiłam. „Jak można przecież
to takie proste”. Jasne, proste, szczególnie jak się pracuje, gotuje, sprząta,
pierze, prasuje, robi zakupy i nie siada nawet na chwilę. Napisz mi w
komentarzu jakie jest Twoje postanowienie do końca roku. Co jeszcze musisz zrobić
żeby go całkiem nie zmarnować? Albo przynajmniej dobre słowo, że we mnie
wierzysz. Jak ojciec nie wierzył, jak mąż nie wierzy to Ty uwierz. Bo ja w
Ciebie takJ


